Blog > Komentarze do wpisu
Leczenie domowe

Do domu wróciłyśmy w piątek po południu. Formalnie nazywało się to przepustką, dlatego musiałam podpisać zobowiązanie, że co rano będziemy przyjeżdżać do szpitala na kroplówkę z antybiotykiem. Następnie Mąż spakował manatki i opuściliśmy oddział. Czułam się dziwnie, jak więzień wypuszczony na wolność. Jakbyśmy spędziły w szpitalu co najmniej miesiąc a nie 5 dni. Cieszyło mnie słoneczko, przestrzeń dookoła (ach ten klaustrofobiczny pokoik!), ruch na drodze i znajoma uliczka.

- Wróciłyśmy do domu, maleńka - powiedziałam, wyciągając Alicję z samochodu.
Otworzyłam furtkę, która znajomo skrzypnęła. Nawet ten upierdliwy fakt był dla mnie powodem do wzruszenia.
Po wejściu do środka, od razu skierowałam się na taras.
- Gdzie idziesz? - zainteresował Mąż.
- Do ogrodu. Pewnie już go zapomniala - po krótkim wysiłku otworzyłam drzwi balkonowe i wyszłam na zewnątrz. - Zobacz, kochanie: to jest ogród. Pamiętasz go? Dawno tu nie byłaś. Rośnie tu trawka i kwiatki kwitną. Pszczółki latają i zapylają te kwiatki - z Alicją na rękach odbyłam spacerek wzdłuż płotu.

Usiadłam na ławce i wciągałam nosem świeże powietrze. Alicja gramoliła się po moich kolanach w kierunku poręczy. Kiedy do niej dotarła, zatopiła w niej oba zęby. Nie mogłam patrzeć, jak liże ten kurz. Przyniosłam z domu duży koc i rozłożyłam go na trawie, cały czas trzymając dziecko na rękach. Robię się coraz sprawniejsza. Położyłam Alunię i przyniosłam kilka zabawek, które rozrzuciłam na kocu. Alunia popełzła do jednej z nich a ja wróciłam do środka.

- Hej, wypuścili nas. Jeszcze tylko przez parę dni będziemy przyjeżdżać na antybiotyk do szpitala - zdałam szybką telefoniczną relację mojej mamie.
- O, jak dobrze - ucieszyła się. - A wiesz, że twój brat ma jednak półpaśca?
- Serio? - roześmiałam się. Brat tydzień temu przyjechał do nas w odwiedziny na dwa dni. To było tuż przed tym, zanim dostałyśmy skierowanie do szpitala. Przyjechał i od razu się poskarżył, że coś go ugryzło.
- Na to wygląda. Ale nic się nie martw - usłyszałam zdziwiona. Dlaczego miałabym się martwić? - Półpasiec bardzo rzadko przenosi się na innych. - ciągnęła mama. "Aaaaa! Wiatrówka!!!" w końcu załapałam o co jej chodzi.
- Yyyy... - wydusiłam. Mama osiągnęła efekt przeciwny od zamierzonego. Gdyby nie zaczęła tego tłumaczenia, w ogóle nie pomyślałabym o zagrożeniu.
- Teoretycznie istnieje możliwość zarażenia ale to tylko takie akademickie gdybanie. W mojej praktyce nigdy nie widziałam takiego przypadku - uspokajała.

Wiadomością podzieliłam się z Mężem. Spanikował.
- Nieważne, że według twojej mamy prawdopodobieństwo jest niskie. Skoro jest niezerowe, to można się zarazić. Ona jest na antybiotyku i ma osłabioną odporność. Jeszcze nam tylko wiatrówki brakowało. - marudził.
Dlatego, gdy następnego dnia rano stawiliśmy się w szpitalu, dla świętego spokoju powiedziałam o tym półpaścu lekarce dyżurnej.
- Niedobrze, bardzo niedobrze. To bardzo zaraźliwe - usłyszałam i opadła mi szczęka. - Proszę uważnie obserwować, czy nie pojawią się objawy. Najlepiej byłoby, gdyby Pani brat zrobił badania pod kątem półpasca. Będziemy bardzo wdzięczni, jeśli da nam Pani znać o wynikach.
- A kiedy mogą pojawić się objawy? - spytał Mąż.
- Choroba wykluwa się do 21 dni.
- Uhm. A... czy ona mogłaby złapać coś od jakiegoś dziecka tutaj? - przypomniałam sobie wcześniejsze obawy Męża.
- No właśnie. Na przykład od dziecka z sali obok naszej. Sale są połączone przy oknie - doprecyzował Mąż.
- Nie, tu nie ma dzieci, które zarażają. To nie jest szpital zakaźny, tylko dziecięcy - uspokoiła pani doktor.
I poszła. Spojrzeliśmy po sobie.
- No i widzisz, nie mogła nic złapać na oddziale. Nie ma tu dzieci zakaźnych - odezwałam się.
- Jedno już jest - wskazał wzrokiem na Alę. - A Twoja mama widocznie za mało widziała w tej przychodni.

Zadzwoniłam do niej, gdy wróciliśmy do domu.
- Lekarka powiedziała, że półpasiec jest bardzo zakaźny? Chyba zwariowała - zdziwiła się.
- Serio, serio - zapewniłam. - Możesz pogonić brata do przychodni na badania? Mamy dać znać, czy to na pewno to.
- Dobrze, powiem mu. Ale uważam, że ta pani powinna  się jeszcze duuużo douczyć. To podstawowe wiadomości ze studiów - Mama była zdegustowana. - To ten sam wirus, który wywołuje wiatrówkę ale przy półpaścu nie roznosi się kropelkowo. Twój brat musiałby rozdrapać swoje pryszcze a następnie podrapać Alę.

Wobec istotnych różnic poglądów, zwróciłam się o poradę do Google.
- "Zakaźność półpaśca (tzw. siła zakażenia, czyli częstość, z jaką dochodzi do pojawienia się klinicznych objawów choroby po kontakcie [ekspozycji] z osobą chorą) wynosi około 0,1%, czyli 1 zachorowanie na 1000 kontaktów. Dla przypomnienia - siła zakażenia dla ospy wietrznej u dzieci wynosi 20% (1 zachorowanie na 5 kontaktów). Do zakażenia może dojść jedynie po kontakcie z zawartością pęcherzyków w fazie wysiewu pęcherzyków półpaśca. Jak z tego wynika, izolacja chorych na półpasiec nie jest konieczna. Mogą oni być leczeni w warunkach domowych, z zachowaniem standardowego reżimu higienicznego"- przeczytałam Mężowi, co wypluły Google.- Prof. dr hab. med. Piotr Zaborowski, Instytut Chorób Zakaźnych i Pasożytniczych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Moja mama miała rację.
- Nadal pozostaje ten 1 przypadek na 1000 kontaktów - odpowiedział Małżonek.
- Ty to jesteś niemożliwy -  załamałam ręce nad jego logiką. - To jest bardzo niskie prawdopodobieństwo. Chyba faktycznie musiałby ją podrapać. Zresztą, nie ma co dywagować. Poczekamy jeszcze dwa tygodnie i zobaczymy, czy ją obsypie.

Obserwowaliśmy ale krostki się nie pojawiły i nie ma ich do tej pory. Gorzej było z tymi plamami uczuleniowymi na twarzy, o które podejrzewałam brokuły. O ile dotychczasowe reakcje alergiczne były delikatne i znikały po 1-2 dniach, te zmiany były uparte, czerwone i szorstkie. I powiększały się! Nóżki Alicji też zrobiły się szorstkie. Nawet nos miała czerwony i wyglądała jak pijak. Alergolog stwierdził, że antybiotyk mógł się przyczynić do silniejszej niż zwykle reakcji i zalecił smarowanie.

Smarowałam cierpliwie. Do kąpieli dodawaliśmy emolient. Zaczerwienienie na krótko bladło i szybko wracało. Zrobiłam rachunek sumienia.
- Tak się zastanawiam... a może to jednak nie jest brokuł - zagadnęłam Męża
- A co, jeśli nie to?
- Może indyk?
- Dawałaś jej indyka? - zdziwił się.
- Nie, sama jadłam. Robiłam przecież gulasz z indyka a potem w szpitalu jadłam tego dziecięcego, ze słoiczka. Aż do wczoraj. Może błędnie uznaliśmy, że to wina brokuła? Zobacz, tyle dni już minęło a te plamy dalej są. Choć dzisiaj jest jakby lepiej - podzieliłam się wątpliwościami z Mężem.
- No i po co jadłaś tego indyka? - robił mi wyrzuty.

- Bo to miała być kolejna nowość, jaką ona miała dostać. Zawsze najpierw jem trochę sama, żeby miała osłonę w mleku. Zupełnie tego nie skojarzyłam, bo to chyba jest mało alergiczne. W każdym razie lekarka zaleciła, żeby jej dać właśnie indyka a nie kurczaka, który często uczula. Zobacz, jak to trzeba uważać...

Kolejne dni zdawały się potwierdzać tę teorię. Ala miała się lepiej. Plamy bladły. Byłam dobrej myśli a we wtorek ostatecznie zakończyliśmy leczenie szpitalne. Ustalono nam badanie kontrolne za miesiąc i przykazano do tego czasu brać lekarstwo. Na szczęście już nie antybiotyk.

Niedługo cieszyłam się z sukcesu. Następnego dnia po wypisie Alicja dostała biegunki. Śmierdzącej drożdżami. Powiozłam dziecko do przychodni.
- Probiotyk dostaje? - spytała lekarka.
- Dostaje. To możliwe, żeby miała drożdżycę po antybiotyku?
- Probiotyk jest właśnie po to, żeby temu zapobiec - powiedziała oczywistą oczywistość.
- W takim razie czemu śmierdzi drożdżami?

Chyba sama nie wiedziała. Dostałyśmy kolejne lekarstwo na pięć dni. Rzeczywiście pomogło. Tylko, że po odstawieniu zaczęło śmierdzieć jeszcze gorzej. Choć przynajmniej biegunka już nie wróciła. Dobre i to.

Znowu wylądowałyśmy u lekarki. Kazała całkiem odstawić owoce i zleciła dodatkowe badania. Wyników jeszcze nie ma, za to wczoraj zaczęło się poprawiać. Tylko dla odmiany wróciły plamy na twarzy. Ponieważ nie mam już więcej pomysłów, co mogło ją uczulić, sama zaczęłam jeść tylko dzieciowe słoiczki. Co się polepszy, to się pop...

Ktoś twierdził, że karmienie piersią chroni przed alergiami? Bujał.

czwartek, 03 września 2009, vereenka

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: jarek, host-89-228-96-223.olsztyn.mm.pl
2009/09/03 22:02:15
Polecam Ci te książke mozna naprawde sporo się z niej dowiedzieć :
gotoweprace.pl/pub/304/Jak-wyleczyc-nieuleczalne-choroby.html
-
2009/09/04 17:51:07
O matko dziewczyny, współczuję. Mam nadzieję, że Alicja szybko dojdzie do siebie i będzie wiadomo co jej nie służy, żeby na przyszłość tego unikać. Pozdrawiam!!
-
Gość: Joanka, chello089078039252.chello.pl
2009/09/04 21:44:28
a może to reakcja po jakiejś szczepionce?
-
2009/09/05 09:36:45
jarek: tam nie ma nic o chorobach układu moczowego
dr.fly: mam nadzieję, że z tego wyrośnie i nie będzie musiała unikać np. truskawek :/ Na razie szprycuję ją probiotykiem. Od wczoraj jest poprawa, nie wiem, czy od tego, czy sam organizm się reguluje. Na wszelki wypadek nie przerywam bo to ma uszczelniać jelita :)
Joanka: też się nad tym zastanawiam ale ostatnie szczepienie było na początku lipca. Za miesiąc umówiłam się z Alicją u podobno dobrej lekarki, szkoda że taki późny termin ale jakoś wytrzymamy. Na szczęście reakcje już nie są takie silne jak w szpitalu. A ja polubiłam dynię ;)
-
2009/09/05 15:21:56
Wspolczuje. Trzymaj sie vereenko mocno, duzo sil! :) Dzieci szybko rosna i nabieraja odpornosci. :)
-
Gość: Tata Jasia, rev-178-69.ramtel.pl
2009/09/07 23:20:55
Witam,
przepraszam bardzo za wczorajsze wpisy, chociaz to nie ja jestem odpowiedzialny za dziwne zachowania systemu blogowego. Chciałem wkleić komentarz, co prawda dość długi i w formie przypowiastki, ale początek jakoś mi pożarło, środek zmiętoliło, a końcówkę wypluło. To co pozostało w formie strzępu jest bez ładu, składu i sensu. Slusznie zatem się stanie jeśli Właściciekla bloga ową masę upadłościową mej produkcji usunie.

pozdrawiam
-
2009/09/08 21:45:07
Tato Jasia - ok, wywalam więc i moze drugie podejście się uda :)
-
Gość: Tata Jasia, rev-178-69.ramtel.pl
2009/09/10 01:02:52
, jakos tak. Aby w ten sposob wyrazić cytat w cytacie i tego typu mowa złożona okazała sie zbyt złożona.
Dobrej nocy.
ps.
Cy tata cyta cytaty Tacyta?
-
Gość: Tata Jasia, rev-178-69.ramtel.pl
2009/09/10 01:06:39
Cześć,
dziekuję za usuniecie, wkrotce spróbuje po raz wtóry.
A propos problemu to widze ze w żaden sposob nie moge go pokonac, otóż podejrzewam iż pojawia sie on wtedy gdy chce wyrazic cytat w cytacie i uzywam jakiejs mylącej dla komputerka sekwencji. tzn gdy wpisze znak myślika a po nim znak mniejszy lub wiekszy, wówczas następuje klapa i urywa kawał tekstu.
Dobranoc, Pozdrawiam
Tata Jasia
-
Gość: Tata Jasia, rev-178-69.ramtel.pl
2009/09/17 22:46:55
Dobry wieczór,
cisza w kronice zapadła chyba wzorem Konstantego Ildefonsa jak jesienna zaduma w jego Kronice olsztyńskiej. Mam nadzieję, że po chorobach już nie ma śladu i tylko nawał zabaw odsuwa na plan dalszy bloga.

Wkleję tu za moment obiecaną refleksyjkę, chociaż żona mi mówi : "Szwędasz sie po cudzych dziennikach nędzny blogokrążco, swoj własny byś założył albo jakąś powieść skrobnął"
- No i o czym bym tam pisał?
- Np. o kolegach z pracy
- A kto chciałby czytać powieść pt "Buce"?

pozdrawiamy jesiennie , zasluchani w świetną piosenkę dla rodzciów niemowląt, St. Soyka do słow Staffa.
Nie tracić ani chwili, na wieki gasnącej!
Co krok zdejmuje podziw i ogarnia trwoga!
Świat, tak bliski a obcy, jest zdumiewający
Jak dla dziecka w kołysce jego własna noga!

W każdym miejscu i czasie głód wnętrze przeszywa!
Wpijać się, wsysać, wżerać, wchłonąć, wykorzystać!
Żądza nieustępliwa, rozkosz zapalczywa:
Tutaj żyć, tutaj umrzeć i tutaj zmartwychwstać!

Ani chwili wytchnienia! Praca sercem, głową:
Wszystko się z sobą stapia i w siebie przecieka.
W wysiłku, w trudzie, w męce, ciągle i na nowo
Człowiek się uczy Boga, a Bóg znów człowieka.
-
Gość: Sardynka, gimli.dream.net.pl
2009/09/18 17:06:12
szkoda, że wpisów na blogu coraz mniej, kiedys były co 3-4 dni a teraz to juz chyba ze dwa tygodnie minęły od ostatniego......
czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg;)
-
2009/09/21 23:56:14
Zabawne, mam wrazenie ze zawsze jak milczymy blogowo to wspolnie :) no ale teraz ja juz wrocilam wiec i na Ciebie czas! ;)
-
Gość: Joanka, chello089078039252.chello.pl
2009/09/25 15:20:39
Mam nadzieję, że u Alicji wszystko dobrze?
-
Gość: Sardynka, gimli.dream.net.pl
2009/09/27 20:54:00
mam nadzieję, że przerwa w blogowaniu to tylko brak czasu a nie jakieś poważniejsze kłopoty z Alicją....