RSS
piątek, 27 lipca 2012
Zapowiedź

Wracam. Kupę czasu mnie tu nie było. Pokomplikowało nam się z Alą i całą energię skupiłam na pilnowaniu jej spraw. Zabrakło mi sił, żeby jeszcze wypisywać niepewne diagnozy na blogu. Musiałam też ochłonąć. Myślę, że na dniach coś przygotuję.

Do zobaczenia!

11:06, vereenka
Link Komentarze (6) »
wtorek, 28 lutego 2012
Poranek

- Aluniu, co chcesz obejrzeć? Maję czy Krecika?
- Nie jestem Alunia, jestem Malutki Konik Mamusi! - kolejny raz dzisiaj skorygowało dobitnie moje dziecko.
- OK Koniku, chcesz Maję? - poprawiłam się szybko.
- Nieee...
- Krecika?
- Nieee..
- A co chcesz?
- O majuchach - smarknął Malutki Konik Mamusi.

Z Dalią na jednej ręce wykonałam akrobację polegającą na włączeniu zasilania stopą, komputera i monitora wolną ręką a następnie okrążeniu stołu by wyszukać i włączyć zamówioną bajkę. Dalia potarła oczka i wtuliła się w moją szyję.
- Guut! - wykrzyknął Makutki Konik Mamusi. Bez słowa wytarłam mokry nosek.

Pasek czasu wskazywał, że bajka potrwa około 20 minut. Może wystarczy, żeby nakarmić i położyć spać Dalię. Zostawiłam Konika i powędrowałam z młodszą córeczką do sypialni. Przygotowałam poduszkę do karmienia i ułożyłam na niej dziecko. Dalia na widok piersi podniosła krzyk. Mogłam to w sumie przewidzieć.

Wstałam, posmarowałam Dentinoxem i odczekałam kilka minut. Dalia na poduszce zatrzepotała łodyżkami. Kurczę. Musi jej się chcieć pić, mijają już 3 godziny... Pomyślałam i wróciłam do kuchni, gdzie zalałam kaszkę na rzadko. Łyżeczka tak nie podrażni jej dziąseł, jak ssanie. Kołyskę, pełniącą od niedawna rolę krzesełka do karmienia, okryłam pieluchami. Teraz jedzenie poszło już bez problemów. W międzyczasie przełączyłam bajkę w komputerze na inną.

Już dwa tygodnie tak kombinuję, odkąd obie chorują. Najpierw Ali^H^H^H Malutki Konik Mamusi dostał gorączki i prawie tydzień spędził w domu. Na drugi dzień gorączka co prawda zniknęła, za to pojawił się katar. Po pięciu dniach się zbuntowałam i Mąż z dzieckiem pojechał po zwolnienie.
- Dostałem tylko na dziś, bo lekarka powiedziała, że Ala ma tylko katar i może iść do żłobka - zaraportował Mąż a mi opadła szczęka. Pierwsze słyszę, żeby 3-letniemu dziecku odmawiać zwolnienia i wypychać do żłobka. Musi rzeczywiście być zdrowa. Uspokojona następnego dnia rano wyprawiłam ich oboje w świat. Wieczorem Konik zaczął kaszleć. Naszprycowałam Konika tym, co zwykle i czekałam do weekendu, by jej postawić bańki. Zanim to nastąpiło, przyjechała moja Mama i osłuchała mi dziecko.
- Ona ma świsty w oskrzelach - zdiagnozowała.
- Dużo?
- Trochę.

Pomysł baniek przyjęła sceptycznie ale pomogła postawić.
- Booli, booli... - łkała Alicja owinięta kocykiem na kolanach u Taty.
- Zaraz przestanie - pocieszaliśmy. - Wiesz, że jak byłaś mniejsza, to wcale nie płakałaś? A często stawiałam Ci bańki.
Rano po świstach nie było śladu, ku zdumieniu mojej Mamy. Ale i tak zabieg powtórzyłam i przytrzymałam Alicję w domu.

Mocno to utrudnia moją rehabilitację. Leżenie w ciąży i noszenie dwójki dzieci dało mi dosłownie w kość. Najgorzej było w listopadzie, gdy przechodząc przez ulicę potrafiłam zwinąć się w kulkę. Po piątym nawrocie zgłosiłam się na zabiegi i teraz jeżdżę na zadupie, co zajmuje mi pół dnia. Oprócz korzyści zdrowotnych kapitalnie się tam wysypiam.

Dalia, mimo że nakarmiona kaszką, zaczęła ssać mój rękaw. Wróciłyśmy do pokoju, gdzie tym razem udało jej się przyssać. Jednym uchem łapałam jej zadowolone pomruki, drugim - rozwijającą się akcję bajki w pokoju obok. Może zdążę ją ukołysać, zanim Alicja tu przybiegnie. Póki co, w salonie dzielna Dora rozwiązywała kolejne zagadki. Podobałaby mi się ta bajka, gdyby nie kilka "ale":
- mieszanie języków sprzeczne z zasadą OPOL (one person - one language)
- chwilami fatalna wymowa samogłosek, od której więdły mi uszy
- polska wersja piosenki wieńczącej każdy odcinek, w której Dora śpiewa "Udało się!". W oryginale jest "Yes, we did it!". Szczegół dość znaczący psychologicznie - oryginalna Dora osiągnęła sukces, polskiej "się udało". Czy ja się czepiam?
Alicji wymowa nie powinna zaszkodzić, w przedszkolu ją skorygują. Zresztą i tak skończy się na zamówieniu wersji oryginalnej bo to ja tego słuchać nie mogę.

Bajka dobiegła końca a Dalia wciąż cmokała przez sen. Jeszcze chwila, skończy jeść i może uda mi się ją położyć do łóżeczka.
- Duuga! - wykrzyknęła Alicja.
- Poczekaj chwilę, teraz nie mogę - zawołałam scenicznym szeptem.
- Mamusiu, drugą! - powtórzyła gromko Ala.
- Za chwilę - krzyknęłam głośniej.
- Eeee!...
- Ala, nie krzycz. Zaraz przyjdę...
- Eeee!!...
- Ala, ciszej!
- Eeee!!!..
To niewiarygodne, ale Dalia wciąż spała.
- Jak będziesz krzyczeć, to żadnej bajki już nie będzie! - zdenerwowałam się.
- Eeee!!!
Dalia otworzyła oczy i wiedziałam, że to już koniec. Zabrałam się z fotela i poszłam do salonu.
- Zobacz, znowu obudziłaś Dalię. A o co ja prosiłam?
Położyłam młodszą córeczkę na kocu i spojrzałam z wyrzutem na starszą.
- Już nie krzyczę. Puścisz mi nową bajkę? - uśmiechnęła się Alicja.

Poczułam się jak na egzaminie. Powinnam z nią porozmawiać ale nie miałam szans, żeby poświęcić tej rozmowie uwagę pilnując jednocześnie bezpieczeństwa Dalii. Z kolei jak Dalia pójdzie spać, temat już przyschnie. Rodzicielstwo to nieustanny trening psychologiczno-pedagogiczny.

Ostatecznie zwięźle wytłumaczyłam, co się dzieje, gdy Dalia jest zmęczona. Następnie sprzedałam transakcję wiązaną: bajka plus śniadanie. Jedzenie to kolejny sprawdzian dla rodzica. Teoretycznie mogłabym przegłodzić, nawet już próbowałam. Kończyło się histerycznym atakiem Alicji a w dłuższym okresie spadkiem z siatki do 10 centyla. Alicja wygrywała w konkursie na siłę charakteru: jeśli czegoś nie chciała jeść, po prostu tego nie jadła. Nakarmiona podstępem - pluła. Niby żadne dziecko do tej pory samo się nie zagłodziło ale w grę wchodzą też wartości odżywcze. Jak długo mogę kontynuować próbę sił kosztem jedzenia? A może najedzona będzie bardziej przyjaźnie nastawiona do świata?

Między jednym a drugim podaniem do dzioba kawałka kanapki wyciągałam Dalię z różnych kątów pokoju i przenosiłam z powrotem na koc. Masaże przynosiły zdumiewające efekty. Jeszcze miesiąc temu Dalia miała nierówno ułożone biodra i preferowała wykonywanie czynności na jednym boku. Rezultaty było widać już po pierwszym zabiegu. Teraz po nierównościach nie było śladu, Dalia przeszła przez etap pełzania rakiem, wytrenowała symetrycznie przewrotki na obie strony, ruszyła do przodu i niemal od razu zapragnęła wstawać. Gdybym wcześniej wiedziała, że to się samo nie wyrówna... Niepotrzebnie dałam się tak długo przekonać neurolożce. Pewnie jeszcze tak bym się bujała, gdyby nie to, że zgadałam się ze sprzątaczką z bloku. Poleciła mi masażystkę. Warto rozmawiać :P Z nowym rokiem zmieniłam neurolożkę.

Podeszłam do kuchni. Sprzątnełam bałagan, nastawiłam zmywarkę i z rozpędu pralkę w łazience. Po raz trzeci włączyłam czajnik i tym razem zalałam sobie herbatę. Z lodówki wyciągnęłam składniki na moje kanapki. Przesunęłam oczy w tył głowy, by monitorować, co dzieje się za moimi plecami.

Dalii znudziło się raczkowanie i zapragnęła na ręce.
- Mamama... - powtarzała człapiąc przez pół pokoju.
Pospiesznie pokroiłam pomidora, po czym podniosłam do góry dziecko pachnące mleczkiem. Wolną ręką posmarowałam chleb, położyłam sałatę i ukroiłam ogórka o którym zapomniałam. Położyłam pomidora i całość posoliłam. Na stojąco ugryzłam rozlatującą się kanapkę. Siadłam i zaraz zerwałam się w kierunku apteczki. Lekarstwa!

Podałam pierwszą serię syropków Ali i Dalii, która po szczepieniu też złapała infekcję. Nastawiłam Alicji inhalację. Sprawdziłam w necie, od jakiego wieku można robić bańki. Jeśli kaszel Dalii nadal będzie się tak rozwijał, pewnie będą konieczne. Uff, jak dobrze w końcu usiąść, nawet z wiercącym się dzieckiem.

"Pi-pik!" - zapiszczał domofon. Teściowa weszła, rozebrała się i chwyciła za miotłę.
- Wy tu powinniście dwa razy dziennie sprzątać przy takim małym dziecku - usłyszałam.
Po dwóch godzinach biegania poczułam, że spływa to po mnie jak po kaczce.

04:16, vereenka
Link Komentarze (2) »
niedziela, 05 lutego 2012
Dla Elizy

Miał być zwykły wpis a jest akcja charytatywna :)
Do Niemiec pojechała właśnie na operację pewna dzielna malutka dziewczynka o imieniu Eliza, na co dzień mieszkająca w miejscowości sąsiadującej z naszym Pruszkowem.

Eliza urodziła się 12 stycznia 2011 w Szpitalu Powiatowym w Pruszkowie. Poród okazał się skomplikowany, doszło do zakleszczenia barku tzw. dystocji barkowej. Eliza doznała porażenia splotu ramiennego, który oznacza bezwład prawej rączki. To bardzo poważna komplikacja, która jednak w dużym stopniu może zostać wyleczona.

Prawie od urodzenia dziewczynka jest rehabilitowana a zabiegi dają duże efekty. Okazało się jednak, że konieczna jest operacja i to tzw. "last minute", ze względu na wiek dziecka.

Mama Elizy samotnie wychowuje dwójkę dzieci i ma bardzo skromne możliwości finansowe. Przez ostatnie tygodnie toczyła dramatyczną walkę o zgromadzenie środków na sfinansowanie zabiegu. Dzięki wsparciu różnych osób, udało się zebrać pieniądze na czas.

Operacja będzie wykonana w poniedziałek, 6 lutego w specjalistycznej klinice w Aachen, która ma duże doświadczenie w takich przypadkach. Jednak potem konieczna będzie dalsza rehabilitacja, pilna, na którą środków już nie ma a jakie terminy daje NFZ to wszyscy wiemy.

Szanowni Czytelnicy: jeśli ktoś z Was chce, może pomóc w sprawie, która ma duże szanse powodzenia. Dzięki Wam jedna mała dziewczynka będzie mogła żyć normalnie. Jej tak niewiele brakuje.

Darowiznę można wpłacać na konto:

Fundacja Splotu Ramiennego
KRS 0000142952
ING Bank Śląski Oddział Krucza 51 w Warszawie
97 1050 1025 1000 0022 3887 9981
Z dopiskiem : Darowizna na leczenie Elizy Husiew


Eliza

01:26, vereenka
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 32